Prawo cywilnePrawo ubezpieczeń

Szkoda parkingowa. Czy pozostawienie kartki z danymi wystarczy?

Wskazówki zegarka są nieubłagane. Spieszymy się do pracy, na spotkanie, do urzędu, po dzieci do przedszkola, czy szkoły. Właśnie w takich sytuacjach najczęściej zdarzają się szkody parkingowe. Chwila nieuwagi i nieszczęście gotowe. W wąskich alejkach łatwo o otarcie, wgniecenie, czy urwanie lusterka prawidłowo zaparkowanego pojazdu innego uczestnika ruchu. Czekamy pięć, dziesięć, piętnaście minut, ale właściciel uszkodzonego pojazdu nie nadchodzi. Co wtedy?

Najczęstszą praktyką jest pozostawienie kartki z nazwiskiem i numerem telefonu na uszkodzonym samochodzie. Takie rozwiązanie może niekiedy narazić nas na dalsze nieprzyjemności, o czym boleśnie przekonała się jedna z uczestniczek ruchu.

W dniu 29 czerwca 2014 r. kierująca pojazdem Renata J., podczas manewru cofania, nie zachowała należytej ostrożności i doprowadziła do kolizji z prawidłowo zaparkowanym pojazdem marki Toyota. Sprawczyni szkody tłumaczyła, że czekała na kierowcę uszkodzonego pojazdu, jednak kiedy nie nadchodził, pozostawiła kartkę ze swoim nazwiskiem i numerem telefonu na uszkodzonym samochodzie. Następnego dnia, poszkodowana nie znalazła wiadomości od Renty J., lecz informację od anonimowego świadka zdarzenia o treści: „ma pan uszkodzony tył samochodu, rej. samochodu który to zrobił p. (…) czerwony nr rej (…)”. Informacja ta znajdowała się w torbie foliowej, co zabezpieczało ją przed padającym w dniu 29 czerwca 2014 r. deszczem. Bazując na posiadanej informacji, poszkodowana zgłosiła się na Policję. W toku czynności ustalono dane sprawcy. Renata J. nie kwestionowała swojej odpowiedzialności i została ukarana mandatem karnym w kwocie 100,00 zł, który przyjęła. Szkoda w pojeździe marki Toyota została wyceniona na kwotę 4.325,85 zł. Dodatkowo, na czas naprawy, poszkodowana skorzystała z pojazdu zastępczego, co łączyło się z wydatkiem w kwocie 738,00 zł. Poszkodowana zgłosiła zdarzenie ubezpieczycielowi OC sprawczyni i otrzymała odszkodowanie zarówno za naprawę pojazdu marki Toyota, jak również za skorzystanie
z pojazdu zastępczego. Jakież było zdziwienie Renaty J., kiedy ubezpieczyciel OC zażądał od niej zwrotu wypłaconej poszkodowanej kwoty 5.063,85 zł. Zarówno Sąd I Instancji (tj. Sąd Rejonowy w Zduńskiej Woli), jak i Sąd II Instancji (tj. Sąd Okręgowy w Sieradzu), nie miały wątpliwości, że roszczenie ubezpieczyciela OC było usprawiedliwione tak co do zasady, jak i co do wysokości.

Zgodnie z przepisem art. 43 pkt 4) ustawy z dnia 22 maja 2003 r. o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych, zakładowi ubezpieczeń przysługuje prawo dochodzenia od kierującego pojazdem mechanicznym zwrotu wypłaconego z tytułu ubezpieczenia OC posiadaczy pojazdów mechanicznych odszkodowania, jeżeli kierujący zbiegł z miejsca zdarzenia. Pojęcie „zbiegnięcia z miejsca zdarzenia” na gruncie przytoczonego przepisu powinno być rozumiane jako świadome opuszczenie przez sprawcę kolizji drogowej miejsca zdarzenia, bez spełnienia ciążących na nim obowiązków wynikających
z art. 16 ustawy z dnia 22 maja 2003 r. o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych, w celu uniknięcia odpowiedzialności za wyrządzoną szkodę (wina umyślna lub rażące niedbalstwo).
Do obowiązków sprawcy kolizji, o których mowa powyżej, należy m.in. udzielenie pozostałym uczestnikom zdarzenia niezbędnych informacji koniecznych do identyfikacji zakładu ubezpieczeń, łącznie z podaniem danych dotyczących zawartej umowy ubezpieczenia, a także niezwłoczne powiadomienie o zdarzeniu zakładu ubezpieczeń, udzielając mu niezbędnych wyjaśnień i przekazując posiadane informacje.

Zarówno Sąd I Instancji, jak i Sąd II Instancji, doszły do przekonania, że pozostawienie na uszkodzonym samochodzie kartki z nazwiskiem oraz numerem telefonu stanowi o rażącym niedbalstwie sprawczyni szkody. Zdaniem Sądów, nie można uważać, iż pozostawienie luzem kartki na samochodzie, bez żadnego zabezpieczenia od zjawisk atmosferycznych takich jak wiatr, czy deszcz, i w dodatku w sposób dostępny dla każdego, uzasadnia twierdzenie o zachowaniu należytej staranności. Sprawczyni szkody mogła – w ocenie Sądów – podjąć próbę ustalenia danych właściciela Toyoty, pytając chociażby mieszkańców bloku przed którym doszło do kolizji. W ocenie Sądu Okręgowego w Sieradzu: „[…] sprawca zdarzenia […] może oddalić się z miejsca zdarzenia pod warunkiem, że przekaże pokrzywdzonemu informację dotyczącą danych zakładu ubezpieczeń, numeru polisy i związane z nimi dane pojazdu w sposób zapewniający ich ujawnienie. Jest to minimum jakiego należy oczekiwać od sprawcy kolizji. Zapewnić to może np. poprzez umieszczenie informacji za wycieraczką, w drzwiach, pod klamką. Informacja ta winna zostać zabezpieczona przed zniszczeniem lub przypadkową utratą np. poprzez umieszczenie jej w foliówce
i przywiązanie do klamki (jak zrobił to anonimowy świadek). Kumulatywnie z powyższym sprawca winien niezwłocznie powiadomić
o zdarzeniu zakład ubezpieczeń, w drodze przez zakład przyjęty. Informację tę może podać w drodze telefonicznej, listownej lub e-mailowej. Może on także zgłosić się do najbliższej placówki zakładu.”
.

Wyrok Sądu Okręgowego w Sieradzu, Wydział I Cywilny, z dnia 25 lipca 2018 r., sygn. akt: I Ca 273/18
(opubl. http://orzeczenia.ms.gov.pl/details/$N/152520000000503_I_Ca_000273_2018_Uz_2018-07-25_001).

Autor: adwokat Ewelina Mierzwicka

 

Facebook